Piotr Stankiewicz - pisarz

Jerzy: Dzień dobry w podcaście „Bez Edycji”, moim gościem jest Piotr Stankiewicz.

Piotr: Dzień dobry.

Jerzy: Czyli człowiek, który mi się kojarzy z dwoma pojęciami - ze stoicyzmem i z tym, że pisze książki.

Piotr: Mam nadzieję, że słusznie ci się kojarzę, ale tak, generalnie zajmuję się oboma tymi tematami, tak.

Jerzy: To powiedz mi na sam początek, jakie wartości są dla ciebie ważne?

Piotr: Czyli od razu na sam początek ciężkie pytanie.

Jerzy: Z grubej rury.

Piotr: Od razu z bardzo grubej rury. I od razu mam taką myśl, żeby uciec od odpowiedzi bezpośredniej i powiedzieć, że ponieważ jestem filozofem, czy "też" filozofem, to mnie zajmują nie tyle jakby moje własne wartości, co status wartości w życiu w ogóle i pojęcie wartości, jako takiej filozofii, nauka o wartościach czy część filozofii, ten podcast filozofii, który się zajmuje wartościami się nazywa aksjologią i to jest jakby sztuka czy nauka o tym, jakie wartości są, skąd się biorą, jak są uzasadniane i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Natomiast, żeby nie uciekać jednak od tego, żeby nie uciekać od tego pytania jednak zadanego dosyć wprost, no to pewnie powiem jakby kontynuując to do powiedziałeś, tak, czyli że stoicyzm i pisanie książek, jakoś w tych dwóch rejestrach bym te swoje wartości widział. Czyli po pierwsze właśnie ten stoicyzm, czyli wartość życia szczęśliwego, ułożonego, dobrze zorganizowanego, takiego które daje satysfakcję na różnych polach, a po drugie właśnie no realizacja artystyczna, czy pisarska to były takie dwa podstawowe pola, którymi się zajmuję, no i zajmuję się nimi, dlatego że są one dla mnie wartościami, no i odrębne i bardzo ciekawe pytanie jest oczywiście takie, czy one ze sobą nie wchodzą przypadkiem w konflikt. Ale to już nie wiem, czy wchodzi bezpośrednio w to twoje pytanie.

Jerzy: Nie no wchodzi. Rozwiń, bo to ciekawe.

Piotr: Z jednej strony to jest tak, że jeżeli chcemy… Ja mam – od razu zareklamuję – książkę w produkcji, czy jakby w post produkcji może nawet używając technicznego terminu, bo wydanie się mam nadzieję zbliża w końcu, na dokładnie ten temat, znaczy, dokładnie ten. Książka o tym czy stoicyzm i twórczość artystyczna wchodzą ze sobą w konflikt, czy też się ze sobą dają uzgodnić. Książka jest taka mocno filozoficzna i wchodzi w bardzo szczegółowe tematy, natomiast opisuje taką pewną intuicję, którą myślę mamy wszyscy, tak, to znaczy, że z jednej strony dążenie, jeżeli mamy z jednej strony dążenie do tego, żeby właśnie żyć szczęśliwie w zgodzie z innymi, ze światem i tak dalej, i tak dalej, a z drugiej strony chcemy realizować to wewnętrzne nasze powołanie, czy wewnętrzny taki pęd do pisania, grania, tworzenia na tym czy innym polu, no to nie do końca to jest jedno i to samo, a czasem między jednym i drugim jest konflikt. No i w tej książce, której jeszcze nie ma, która mam nadzieję, że będzie w tym roku albo w przyszłym, ja ten konflikt staram się analizować i sprawdzać, czy to jest naprawdę tak czy nie do końca tak.

Jerzy: A jeśli jesteśmy już przy temacie książek, to twoja ostatnia książka „21 polskich grzechów głównych” jest już trochę na rynku i co spowodowało, że akurat o tym napisałeś?

Piotr: „21 polskich grzechów głównych”, tak, żeby powiedzieć może słuchaczom kilka słów tylko, to jest książka, która wyszła w kwietniu tego roku, czyli 2018 i to jest książka, która opisuje 21 takich wad czy przywar, czy problemów polskiego myślenia i działania takich, jak niedasizm, autorasizm, tupolewizm, no i cała lista innych, aż do dwudziestu jeden. I co sprawiło… Oczywiście książkę polecam, bo już jest na rynku.

Jerzy: Tak, tak, tak, można ją wszędzie kupić we wszystkich dobrych księgarniach.

Piotr: No i przede wszystkim to jest odrębny temat. Jakby ja – to może jest fajne miejsce, żeby o tym powiedzieć – ja, jako pisarz mam takie doświadczenie, że jednym z pytań, które bardzo często ludzie zadają, gdzie można kupić książkę tę albo tamtą. I to jest pytanie, które dla mnie jest troszeczkę niezrozumiałe w tym znaczeniu, że odpowiedź jest jasna – tam, gdzie wszystko inne, czyli w Internecie.

Jerzy: No tak, na Allegro na przykład.

Piotr: Na Allegro, czy jakby w każdym sklepie internetowym, bo sklepy internetowe mają to do siebie, że to tam kupujesz wszędzie wszystko, tak, nie masz w tej księgarni jest a w tej księgarni nie ma, bo one tam z tym kolportażem jakby dobrze funkcjonują. Natomiast to jest pytanie właśnie takie ciekawe, które bardzo często wraca. Więc tak, książka jest do kupienia myślę wszędzie i zająłem się tym tematem dlatego, że no cóż, dlatego że żyję w Polsce już 35 lat, no i mam pewne swoje obserwacje, pewne swoje problemy i pewne swoje frustracje z tym związane, no i właśnie książka jest takim, jak to ktoś ujął - czy ja sam to ująłem, już nie pamiętam – usystematyzowanym narzekaniem. To znaczy, staram się jak każdy, czy prawie każdy Polak, o tej Polsce coś takiego złego, narzekającego powiedzieć, ale w sposób właśnie taki twórczo uporządkowany i to mam nadzieję jest wartość tej książki.

Jerzy: Dla mnie to jest o tyle fajne, że poprzednią książkę napisałeś typowo o stoicyzmie, a tutaj nagle, jak gdyby mało stoickie ujęcie takie.

Piotr: Pięknie, bardzo się cieszę na to pytanie, bardzo fajnie, bo to ładnie wraca do tych wartości, które były na początku, tak, ja właśnie nie przypadkowo powiedziałem, że z jednej strony wartości z życia po stoicku czy próby, a z drugiej strony właśnie ta twórczość, tak, pisanie, bo jednym z elementów wydaje mi się zawodu czy powołania takiego artystycznego, pisarskiego czy na którym tam polu – ty wiem, że zajmujesz się muzyką, więc będzie to mam nadzieję dla ciebie też, też masz to doświadczenie – no jest to, że staramy, czy powinniśmy się starać za każdym razem dawać światu coś nowego, tak, to znaczy chciałbym, od początku taki był plan czy taka była moja wizja, że jak wydaję nową książkę, no to chciałbym, żeby to było jak ludzie idą do tej księgarni internetowej albo nieinternetowej, no to chciałbym, żeby to było coś realnie nowego, tak, a nie tylko ciśnięcie cały czas tego samego i pisanie w gruncie rzeczy jednej książki przez cały czas. Chciałbym, żeby to było coś realnie nowego, natomiast ciśnienie rynku i ciśnienie, trochę oczekiwanie społeczne jest takie, że będziesz pisać ciągle o tym samym i to pobrzmiewa w twoim pytaniu.

Jerzy: Tak.

Piotr: Bo to też nie jest pierwszy raz, kiedy to pytanie dostaję, tak, że ludzie się w pewnym sensie spodziewają, że skoro raz wydajesz książkę o stoicyzmie, no to już będziesz o tym stoicyzmie pisał do końca życia. Skoro wydałeś książkę o Polsce, to że będziesz już tylko najeżdżał na Polskę i wszystkich…

Jerzy: Bo mi się wydaje, że to jest tak, że ludzie bardzo szybko sobie przyklejają jakieś takie łatki, czyli po prostu zacząłeś funkcjonować w przestrzeni, jako Pan Stankiewicz od stoicyzmu i nagle bach, 21 grzechów głównych Polski.

Piotr: No tak, jakby ja oczywiście dalej tak funkcjonuję i będę następne książki z tego, co wiem, z tego, co planuję, z tego, co mam nadzieję, o stoicyzmie, natomiast nie tylko o nim. No i 21 polskich grzechów głównych jest tego właśnie wymiarem. Więc to jest właśnie ta realizacja tej wartości, jaką jest ekspresja tego, co tam nam w duszy gra i która jak widzisz nie musi być ciągle wokół tego stoicyzmu zbudowana. No i oczywiście na poziomie merytorycznym, no tam jest, to są zupełnie różne ujęcia, tak, nie ma żadnych oczywistych, poza pewnym takim już naprawdę meta-wysokim wspólnym mianownikiem, czy meta-głębokim wspólnym mianownikiem, żeby to ładnie ta arytmetyka się zgadzała, czyli pewnego takiego sposobu myślenia i patrzenia na sprawy, który siłą rzeczy jest wspólny w obu książkach, no bo napisał je ten sam autor, no to poza taką naprawdę już głęboką taką abstrakcyjną rzeczą, to są dwie książki na dwa różne tematy, tak i oczywiście książka o stoicyzmie napisana jest bardziej po stoicku, a książka o 21 grzechach głównych jest napisana z takim, no właśnie narzekaniem, a czasami z furią oraz przede wszystkim z humorem. To znaczy książka o grzechach głównych zawiera to, czego nie zawiera stoicka w ogóle, czyli jest śmieszna. I tu jakby też posiłkuję się doświadczeniem, feedbackiem od czytelników i od recenzentów, że faktycznie chyba się udało napisać to na śmiesznie. Na premierze czasami nie słyszałem własnych myśli, tak głośno ludzie się śmiali – Aniu, pozdrawiam – i jakby to się powtarza w tych różnych uwagach o tej książce, że faktycznie udało się napisać tak, że element humorystyczny zachowano, więc z tego jestem zadowolony. No, więc tak, każda jedna nowa książka to jest próba czegoś nowego i w inny sposób.

Jerzy: A powiedz mi, co cię pcha do tego, żeby właśnie tworzyć?

Piotr: Wiesz, to jest taka już pewnie bardzo głęboka sprawa. To znaczy, tak jakoś chyba jestem, tak chyba jakoś jestem skonstruowany, że wydaje mi się, że jedna z tych najciekawszych rzeczy i najcenniejszych, które mam do zaoferowania światu i jakby jedna z takich już praktycznie możliwości odnalezienia się w tym świecie, no to jest właśnie tworzenie, czyli w tym moim wypadku nierobienie muzyki tak jak ty, tylko pisanie, no i jakiś tam sukces, bo wiem, że to jest jeden z następnych tematów, o których chciałeś porozmawiać.

Jerzy: Będzie, tak.

Piotr: Jakiś tam sukces tych książek świadczy o tym chyba, że to nie jest tak głupio wymyślone. Natomiast, jeżeli chodzi o pytanie, po co Pan pisze, spadające tak zupełnie z Nienacka, które zawsze jest trudne, odpowiem anegdotą. Mam takiego znajomego, który się uskarża, że się zawsze chowam za anegdotami, więc tym razem sprawiam przyjemność i się naprawdę schowam. Zbigniew Herbert, którego w ogóle biografia fenomenalnie gruba i fenomenalnie ciekawa wyszła przed półtora miesiąca Andrzeja Franaszka – kto nie czytał polecam, ale ostrzegam, bo to dwa tysiące stron – jest taka o nim anegdota, nie w tej książce, nie w tej biografii, ale skądś indziej. Pamiętam, że po jakimś spotkaniu autorskim ktoś go zapytał tak [00:11:10] po co Pan pisze i on zupełnie bez sekundy zastanowienia odpowiedział – żeby przegonić Szekspira.

Jerzy: No. To spoko. A powiedziałeś o tym sukcesie, o którym też powiedziałeś o tym sukcesie, o którym będę też chciał z tobą porozmawiać, ale zanim o nim, to jeszcze chciałem się spytać, jakie… czy jesteś człowiekiem, który lubi się dzielić ze swoim otoczeniem swoimi celami?

Piotr: Celami, ale w znaczeniu rozmowy, że ja mówię, jakie ja mam swoje cele, czy w znaczeniu, że…

Jerzy: No nie, że w ogóle jakoś publicznie ogłaszasz w swoim środowisku, nie wiem, znajomych albo ludzi, którzy cię śledzą albo w ogóle publicznie?

Piotr: I tak i nie. Ja mam z jednej strony… jakby obie strony spektrum myślę są nieprezentowane, bo z jednej strony z książkami to jest faktycznie tak, że chyba jestem troszeczkę takim człowiekiem potajemnym, tak, że to raczej na te moje otoczenie takie dalsze, nie mówię o najbliższej rodzinie i współpracownikach, na to dalsze otoczenie czy średnie i dalsze otoczenie, to raczej tak trochę pewnie spada z zaskoczenia, co tam ja znowu nowego wyprodukowałem. Więc pod tym względem takich najważniejszych rzeczy, to faktycznie chyba jestem trochę mało dzielącą się osobą. Osoba, która mało dzieli się celami, bo to się wzięło z takich bardzo praktycznych powodów, tak, to znaczy, rynek, w ogóle branża księgarska, branża z książkami związana jest taka, że nigdy nic nie jest do końca pewne, tak. Tu mam bardzo konkretną taką narrację na ten temat w książce „Apollo 13: utracony księżyc”, którą czytałem, jako mały chłopiec, czyli praktycznie rzecz biorąc 20 lat temu, jest taka fraza, którą bardzo dobrze pamiętam, że jak wybuchł ten zbiornik z tlenem i się okazało, że Apollo 13 nie wyląduje na księżycu, to [00:13:11], że Jim Lovell, czyli dowódca, właśnie ogarnął go taki filozoficzny nastrój, że zasady gry, że on właśnie od początku wiedział i tam jest ta fraza – od początku wiedział, że lądowanie nigdy nie jest pewne dopóki talerze nóg lądownika nie dotkną księżycowego pyłu – koniec cytatu. I jakby ja to bardzo szybko zrozumiałem, że właśnie w branży pisarskiej to trochę tak podobnie jest, tak, to znaczy książka nigdy nie jest pewna, dopóki nie wyjdzie z drukarni, dopóki się nie znajdzie w księgarni. Więc dosyć wcześniej przyjąłem sobie taki model, że bardzo mało o nich mówię, po prostu, żeby nie wyjść na idiotę, tak, że ja będę mówił – o, książka, książka, książka – w momencie jak jeszcze jej nie napisałem, no to trochę to wychodzi śmiesznie i jest trochę takie…

Jerzy: Wiesz, dlaczego się spytałem o to? No, bo są takie dwie teorie w sumie dosyć popularne, tak, że jedna jest taka, że jeżeli ma się jakieś tam cele to trzymaj je dla cele, realizuj i dopiero w momencie właśnie, kiedy ten lądownik dotknie pyłu księżycowego, to wtedy dopiero o nich mów, a druga jest taka, że wręcz odwrotnie, zanim jeszcze w ogóle usiądziesz do roboty, to powiedz największej ilości ludzi, jaką możesz znaleźć o tych swoich celach, to cię to wtedy zmotywuje do tego, żeby je osiągnąć, nie?

Piotr: Tak, tylko właśnie… Oczywiście i to będzie ten drugi przykład, o którym zaraz powiem, ale jeśli chodzi o książki i w ogóle, jeśli chodzi o twórczość artystyczną, ja mam wrażenie, że to nie do końca tak jest, bo mówiąc w kategoriach stoickich, to nie do końca od nas zależy. To znaczy takie no głupie sprawy jak natchnienie albo czy ja w ogóle będę miał czas na pisanie, bo to nie do końca jest ode mnie zależne, więc ja nigdy nie wiem na pewno, czy mi się uda skończyć coś w terminie. No a poza tym jest kwestia właśnie wydawców i kwestia ta cała organizacyjna i dookoła. Więc zawsze było taką troszeczkę wizją czy obawą, że lepiej jest mówić o tym jak już jest pewne, no to, bo też z tego powodu, że to może zająć długo. Ja w tym momencie mam książkę, którą zacząłem pisać 2 kwietnia albo 4 kwietnia 2013 roku, no i ta książka, tak jak powiedziałem, jest już w post produkcji i mam nadzieję, że ona w 2019 na wiosnę może by się ukazała, no więc to jest 6 lat, tak, więc po prostu te rytmy są strasznie długie i mocno nieprzewidywalne. Więc w tej części książkowo twórczej to staram się, no jest tam taki potajemny, pewnie nawet za bardzo, tak, może nawet dużo za bardzo. Natomiast z drugiej strony, nie wiem, czy śledzisz mój facebookowy portal o stoicyzmie – Sztuka życia według stoików.

Jerzy: Znaczy kliknąłem kiedyś, ale powiem szczerze, że w ogóle ostatnio to bardzo mało wchodzę na Facebooka, co jest związane z chęcią pozostania jeszcze w jakiejś tam higienie takiej. Jakoś mnie denerwuje, Facebook mnie strasznie denerwuje ostatnio. [śmiech]

Piotr: Absolutnie. Słuchaj, ja sobie wymyśliłem taki projekt pod koniec zeszłego roku, że od 1 stycznia robię sto dziesięć pompek dziennie. Sto dziesięć, bo to daje równe 40 tysięcy, czy tam prawie dokładnie 40 tysięcy rocznie i milion w dwadzieścia pięć lat, w ćwierć stulecia.

Jerzy: No.

Piotr: I to była ta część, o której zacząłem mocno trąbić na Facebooku, to znaczy wielokrotnie o tym pisałem i w moich felietonach do Przekroju o tym pisałem i w innych miejscach, właśnie dokładnie tak jak powiedziałem, żeby już trudno się było wycofać i z tym przesadziłem chyba w drugą stronę, bo czytelnicy od stoicyzmu napisali, że chyba ktoś z hijackował stronę, bo tutaj za dużo chwalenia się, ile tych pompek zrobiłem albo nie zrobiłem.

Jerzy: To trzeba było, tych co tak napisali trzeba było usuwać wtedy, wiesz?

Piotr: Słuchaj, no to jest odrębne pytanie, tak, jakby, na ile ludzie mają…, jakby jak to wygląda. Ale to nie, nie, ja nie mam historii usuwania, chyba w swojej historii Facebooka osobistego prywatnego profilu, no to chyba dwóch znajomych tylko, dwóch albo nawet jednego tylko znajomego wyrzuciłem, a z tych stron o stoicyzmie i blogowej, czyli z Myślnika Stankiewicza, to chyba nikogo. Więc jakby jestem taki dosyć.

Jerzy: No nie, no to bardzo jesteś łaskawym tym, jak to się mówi, gospodarzem.

Piotr: A ty masz takie problemy częściej?

Jerzy: Wiesz co, no ja przede wszystkim nie mam takiej publiczności na tych moich różnych fanpage`ach, bo tam u ciebie z tego, co ja pamiętam to już jest w okolicach kilkunastu tysięcy chyba, nie?

Piotr: Czekaj, ale generalnie problem hejtu czy problem z ludźmi, którzy chcą, potrafią czy chcą być nieprzychylni, to nie do końca jest problem ilości, tak, to jest kwestia… nawet wśród najbliższych znajomych zdarzają się osoby, które wchodzą w taki tryb programowego sceptycyzmu, który może być irytujący, tak i to nie w znaczeniu, że ktoś mnie hejtuje ostro i bezwzględnie, no bo wtedy mam moralne prawo do zbanowania z Facebooka czy z życia, tylko właśnie w taki sposób bardziej miękki, ale równie irytujący, tak, no i to jest wtedy problem. Ale wracając, tak, więc jakby są rzeczy, o których na przykład, to jest idealny przykład z tymi pompkami, które staram się robić, właśnie zacząłem o tym pisać bardzo otwarcie na Facebooku, no i różne tam wyrazy trochę pogardy, trochę wsparcia, trochę zaciekawienia otrzymałem. Więc różne rzeczy, ale zwróć uwagę na tę różnicę, tak, w sensie, z tymi pompkami to jest bardzo wyraźny wymiar kwantytatywny – 110 dziennie, 40 tysięcy rocznie – to jest taki konkretny zwarty projekt, o którym w pewnym sensie jest sens mówić. Natomiast książki czy właśnie te takie rzeczy twórcze, bardziej głębinowe, bardziej nieprzewidywalne, no to tutaj jakby bardziej się, bardziej strzegę się swoich spraw, też z powodów takich czysto praktycznych.

Jerzy: To w takim razie powiedz mi, jakie masz cele?

Piotr: Cele…

Jerzy: Takie życiowe.

Piotr: Cele życiowe. No generalnie celem życiowym na pewno jest pisanie książek i pisanie generalnie, no i jakieś organizowanie życia wokół tego, no i to myślę jakoś się w ostatnim czasie coraz lepiej udaje, tak, no to byłby taki długofalowy cel projekt. To na płaszczyźnie takiej życiowej, logistycznej, ekonomiczno-organizacyjnej. Na płaszczyźnie takiej wewnętrznej, no to cały czas ten stoicyzm rezonuje, tak, to znaczy, żeby starać się układać te życie właśnie bardziej po stoicku, czy bardziej w sposób zorganizowany, uporządkowany, fajny, satysfakcjonujący i taki mniej sam siebie podważający. To były takie dwa, nie wiem… No i oczywiście zrobić w 2018 roku 40 tysięcy pompek, już mam 10500, więc już ćwierć drogi jest zrobione.

Jerzy: Gratuluję.

Piotr: Trochę za mało, ale jestem na dobrej drodze.

Jerzy: Gratuluję. A tak dla osób, które się nie znają na stoicyzmie, mógłbyś króciutko scharakteryzować w ogóle, co to jest stoicyzm?

Piotr: Stoicyzm to jest taka filozofia życiowa wymyślona już prawie 2350 lat temu w Starożytnej Grecji, w której staramy się organizować swoje życie wokół tego, co od nas zależy. Czyli jakby staramy się patrzeć na życie przez pryzmat tego, co od nas zależy, a nie przez rzeczy od nas niezależne. A zależy od nas i to jest pętla do tego pytania, które zadałeś na początku, zależą od nas nasze cele, zależą od nas nasze wartości, zależą od nas nasze… jakby to, w którą stronę chcemy się rozwijać i w którą stronę chcemy swój charakter kształtować. Tak w największym skrócie. Więc to ma takie tutaj dwa wymiary, z jednej strony w twoim pytaniu o cel, są te cele w znaczeniu dokładnym – co ja bym chciał zrobić czy w którą stronę się rozwijać – a na drugim poziomie – moim celem jest to, żeby w świadomy sposób dążyć do tych swoich celów, które sobie postawiłem – to tak by się w miarę w całość składało. Nie wiem, czy to coś wyjaśnia czy nie jest jeszcze zbyt enigmatyczne, ale…

Jerzy: Trochę enigmatyczne jest, ale myślę, że jest ok. No w sensie takim, mi na przykład się stoicyzm kojarzy głównie z tym, żeby się przesadnie nie przejmować tym, co od nas nie zależy, no czyli w sumie…

Piotr: Czyli wszystkim poza naszymi wartościami, celami i charakterem.

Jerzy: Tak.

Piotr: No tak, z tymże jakby ja stoicyzm nie traktuję w takim znaczeniu uproszczonym, czyli że to jest dążenie do tego, żeby zachowywać stoicki spokój i się nie przejmować, tak jak czasami to ludzie…

Jerzy: No tak, to dosyć często jest tak rozumiane.

Piotr: Ale to jest ten stereotyp, tak, ja z tym stereotypem się staram walczyć, ale generalnie jest tak, że stoicyzm, stoicyzm to w pewnym sensie dla mnie taka platforma do właśnie ogarnięcia i porządkowania swojego życia i każdy z nas chyba na pewnym etapie tego życia wchodzi na taki etap, że ma potrzebę właśnie uporządkowania czy ogarnięcia pewnych spraw, no i w moim wypadku to się mocno zbiegło z tym zainteresowaniem stoicyzmem, więc na tej platformie stoickiej i według stoickich terminów to się wydarzyło, tak bym to opisał.

Jerzy: A czy był jakiś moment w życiu, jakieś wydarzenie, które cię w tę stronę skierowało, czy bardziej to tak przypadkowo trafiłeś na stoickie książki, autorów i tak dalej?

Piotr: Moment w życiu to był taki, że były to, jeśli dobrze pamiętam, znaczy dobrze pamiętam, to były wakacje chyba lata 2006 roku i to był taki czas, kiedy ja się starałem, bardzo dobrze to pamiętam, to był czas, kiedy w ogóle chciałem zacząć studia na filozofii, co mi się nie udało w tym takim normalnym trybie i dopiero później, jako student studiów równoległych na jesieni to zacząłem. Więc to było takie lato, pamiętam dobrze, że był w sierpniu wyjazd na mazury ze znajomymi, kiedy była taka deszczowa pogoda, kiedy ja właśnie się dowiedziałem z tych systemów, w Giżycku pamiętam była kafejka internetowa i właśnie z tych systemów teleinformatycznych uniwersytetu się udało wytrzaskać te informacje, że w tym normalnym trybie się na te studia nie dostałem. Właśnie padało dużo deszczu, dużo się alkoholu wtedy piło, dużo się imprezowało i to był ten czas, kiedy ja właśnie zacząłem pierwszy raz, mieliśmy właśnie książkę, nie pamiętam już, co to było, ale to był właśnie ten czas, że sobie tak pomyślałem, że jak wrócę do Warszawy to fajnie się będzie z tym stoicyzmem, bo stoicyzm chodzi mi po głowie już od jakiegoś czasu i coś tam zacząłem już czytać na tych mazurach, wtedy jakoś tak się skrystalizował plan, że jak wrócę, no to po prostu zajmuję się tym stoicyzmem. I faktycznie tak było, że pod koniec sierpnia 2006 roku poszedłem do BUW-u, wypożyczyłem sobie, czy wziąłem z półki Realego historię filozofii i zacząłem, po prostu otworzyłem na rozdziale stoicyzm i zacząłem czytać po kolei. I od tego momentu to się potoczyło, no i się toczy już ten trzynasty rok, więc chronologicznie to tak wyglądało. Natomiast tam nie było jakiegoś wielkiego kryzysu metafizycznego czy życiowego jakiegoś wielkiego problemu, raczej taka po prostu chęć wejścia na nowy poziom w tym życiu, a że stoicyzm, no tak jak mówię, no ja się wokół tej filozofii w ten czy inny sposób kręciłem już od jakiegoś czasu, stoicyzm był tam w polu zainteresowań.

Jerzy: Jeszcze wracając do kwestii celów, bo powiedziałeś tak, jakie one są, a czy mógłbyś się podzielić, po co w ogóle je określiłeś te swoje cele?

Piotr: U, to nie do… po to, żeby nie do końca tak to w ogóle rozumiem, nie… no po to, żeby umieć coś zrealizować, tak. Seneka pisze – żeby trochę tego stoicyzmu – Seneka pisze, że dla żeglarza, który nie wie, do jakiego portu zmierza, a każdy wiatr jest niekorzystny.

Jerzy: No właśnie.

Piotr: Więc to jest taki jeden ze stałych moich punktów myślenia, że swoje cele trzeba mieć jasno postawione. Nie zawsze myślę trzeba je ogłaszać na Facebooku i wszystkim opowiadać, natomiast trzeba mieć jakąś taką wewnętrzną świadomość, czego się właściwie chce, również dlatego, że bardzo wielu rzeczy świadomi nigdy nie będziemy i bardzo wiele rzeczy zależy od przypadku, jakichś takich sił, które i w nas i w świecie kompletnie są ciemne i niezrozumiałe. No, więc ten wąski fragment [00:25:48], który od nas zależy, dobrze, żeby przynajmniej to mieć jakoś w miarę skonstruowane dobrze i zdefiniowane. Więc jeżeli ja chciałem napisać taką czy inną książkę o stoicyzmie, czy w ogóle mówisz o celach, czy w ogóle chciałbym ten stoicyzm przywracać do łask, tak. W wieku XXI jest taki prąd w Polsce i na świecie…

Jerzy: No jest, jest zauważalny bardzo mocno z mojej perspektywy.

Piotr: Bardzo się cieszę. I to właśnie moim celem jest wziąć w tym udział i przyłożyć swoją cegiełkę do tego wybornego dzieła, jest taki modern stoicyzm, czyli ruch, ale też organizacja już oficjalnie istniejąca, której jestem członkiem i która się tym właśnie zajmuje, która zrzesza różnych międzynarodowych stoików, więc moim celem jest to na przykład, żeby ten projekt jakoś popychać do przodu, no i oczywiście nie dałoby się tego zrobić, gdybym nie miał świadomości, że chcę to zrobić.

Jerzy: Czyli określiłeś cele po to, żeby w ogóle wiedzieć, dokąd zmierzasz.

Piotr: To odbiję pytanie, tak, bo ja tobie jeszcze żadnego pytania nie zadałem. Czy w ogóle się określa cele w jakichś innych celach, czy to nie jest zawsze po to?

Jerzy: No czasami, ja myślę z mojej perspektywy, że tak, no to jest pierwszym celem określenie, co jest tym, żeby w ogóle wiedzieć, dokąd się zmierza, natomiast czasami też jest to po to, żeby w pewien sposób jakoś właśnie być odpowiedzialnym przed sobą i przed innymi.

Piotr: No właśnie, trochę tak. I tak jak mówię, to akurat ja to widzę dosyć po stoicku w tym znaczeniu, że nie mam złudzeń czy iluzji, że wszystko od nas zależy i że możemy zrobić wszystko, co sobie postanowimy i tak jak powiedziałem przed chwilą, właśnie dlatego, że tak troszeczkę ten zbiór rzeczy od nas zależnych jest nieduży, no to warto, żeby w tym wąskim zbiorze być przynajmniej na swoim i mieć to ogarnięte i zdefiniowane.

Jerzy: Tak jeszcze odnosząc to trochę do mnie, ja sobie kiedyś postanowiłem, że będę tworzył muzykę, nie i że będę powiedzmy muzykiem, gwiazdą rocka, tak? [śmiech] No i po co to zrobiłem? No zrobiłem to po to, znaczy w sumie wtedy nie było, cel nie został określony po coś, tylko po prostu miałem ochotę to zrobić, natomiast później, jak gdyby, jeżeli ten cel dalej sobie istniał i istniał, no to jakbyś mi zadał pytanie, po co określiłem sobie ten cel, no po to, żeby realizować coś, co mnie interesuje.

Piotr: No właśnie i jakby to jest tak, że często postawienie sobie celu może mieć taką funkcję organizującą, tak, to znaczy, jeżeli ja jestem powiedzmy młodym człowiekiem, zainteresowanym – no używam swojego przypadku – zainteresowanym muzyką, który sobie coś tam robi wokół tej muzyki, no i później życie idzie do przodu, tak, stajemy się coraz starsi, idziemy z liceum na studia, ze studiów do pracy i tak dalej, i tak dalej, no to jakby pojawia się pytanie, czy coś w ogóle ma być na tej platformie robione. Czy ja sobie chcę tam, nie wiem, brzdąkać na gitarze przy ognisku, czy jakoś to uporządkować i coś z tym robić. No jakby cel, no cel do tego służy, tak, żeby ukierunkować jakoś naszą część życia w którąś stronę, tak, tak bym to widział. Znaczy, ja tak patrząc po swoich znajomych, czy patrząc generalnie po ludziach mam wrażenie, że wiele osób niestety błąd, który popełniają jest taki, że się… no, że tak… Nie wiem, jak to ująć, że właśnie nie narzucając sobie celu nie są w stanie wyjść na wyższą orbitę ze swoim jakimś tam zainteresowaniem. To znaczy, mając umiejętności, mając możliwości, jakby nie są w stanie się dźwignąć, czy nie chcą, nie widzą potrzeby się dźwignąć w jakiś taki organizacyjny sposób do przodu z daną rzeczą. No i do tego potrzebny jest cel taki, żebyś sobie postanowił, że zostaniesz gwiazdą rocka, no to zwróć uwagę, że może to ci bardzo dobrze zrobić nawet, jeżeli tą gwiazdą nie zostaniesz.

Jerzy: Tak, dokładnie tak.

Piotr: Bo postanowiłeś sobie, że zostaniesz gwiazdą rocka, nie zostaniesz, nie zostałeś powiedzmy gwiazdą rocka, ale cały czas coś w muzyce robisz, grasz w kapeli i tak dalej, i tak dalej. Gdybyś tego celu sobie nie postawił, no to w ogóle być może byś zarzucił muzykę.

Jerzy: To jest właśnie, dobrze scharakteryzowałeś to, co ja próbowałem powiedzieć, tylko mi się nie udało, czyli że sam fakt postawienia celu jest jakimś tam wyznacznikiem kierunku i później łatwiej jest robić pewne rzeczy w tę stronę, tak, czyli jak ja bym sobie nie założył, że zostanę gwiazdą rocka, to prawdopodobnie nie chciałoby mi się uczyć grać na instrumentach. W pewnym momencie bym doszedł do wniosku, że po prostu to jest za trudne.

Piotr: Tak i jakby…

Jerzy: I że mi się nie chce, tak, że wolę robić, co innego.

Piotr: Oczywiście o coś takiego mi chodziło, tak, że cel jest wyznaczeniem kierunku, nawet jeżeli jest zbyt ambitny czy niemożliwy do zrealizowania, czy niezależny od nas, tak, no bo to, czy zostaniesz gwiazdą rocka nie zależy, w tym stoickim sensie nie zależy od ciebie. Natomiast wyznacza, narzuca kierunek i organizuje. I często jest tak, że – żeby użyć dobrego przykładu – ja prowadzę bloga.

Jerzy: Tak.

Piotr: Bloga, no taką stronę z tekstami, założyłem ją przed półtorej roku, Myślnik Stankiewicza – kto nie czytał polecam i dokładnie wczoraj nawet o tym myślałem pod tym kątem, że właśnie blog pełni taką funkcję organizującą, tak, to znaczy są tam teksty, których ja wiem, że bym nie napisał, gdybym nie miał platformy, na której mogę publikować w tym sensie, że widziałem jakiś film, miałem jakieś przemyślenie, no i co? Jeżeli mam bloga, no to mogę jakby się zmusić, poświęcić ten kawałek czasu, żeby to opisać. Gdybym go nie miał, no to by zaginęło, nie zrobiłbym tego. Pełni to taką funkcję organizującą. Nie wiem, czy ten przykład jest czytelny, ale to dokładnie tak jest.

Jerzy: No tak, no to mobilizuje po prostu do zrobienia czegoś.

Piotr: Tak, jakby… więc w tym znaczeniu cel staje się takim organizującym, organizującą strukturą, która przynosi różne owoce, czasem inne niż te, które ten cel sobie zakłada, ale to są cały czas owoce.

Jerzy: To jeszcze odnośnie celów, czy sprawdzasz i edytujesz w jakiś sposób swoje cele? Czy im przypinasz jakieś mierniki?

Piotr: Ja myślę, że to jest pytanie, na które chciałem twoje odpowiedzi usłyszeć. Jak to u ciebie wygląda, bo myślę, że ty edytujesz i przypinasz mierniki. Ja chyba w tej materii jestem troszkę słabszy.

Jerzy: Właśnie ja dosyć mocno walczę ze swoją potrzebą, żeby to robić. W sensie takim, że z jednej strony jakoś dosyć często się łapię na tym, że o tym myślę, czyli że w momencie, kiedy zaczynam się czymś zajmować twórczym, to po jakimś czasie mam ochotę to jakoś mierzyć, czyli jak gdyby sprawdzać, ile osób się tym interesuje, sprawdzać jak bardzo, nie wiem, płyta, która nagrałem się odbiła jakimś echem na rynku, kto o niej napisał, kto o niej coś powiedział i wydaje mi się, że trochę za bardzo ja osobiście akurat próbuję to mierzyć. [śmiech] W sensie takim, że ponieważ sobie stawiam dosyć ambitne cele, tak jak z byciem gwiazdą rocka, a na razie jeszcze nią nie jestem, to tak samo myślę, że sobie trochę zbyt ambitne wyznaczam mierniki, ale właśnie byłem ciekaw, co ty o tym sądzisz, czy w ogóle powinno się mierzyć?

Piotr: To znaczy, to chyba zależy od, ja ogólnie uważam, że powinno się, bo…

Jerzy: Ale, na jakiej zasadzie? Że odpalasz bloga i mówisz sobie – dzień dobry, teraz odpalam bloga, jeżeli za pół roku nie będę miał stu czytelników miesięcznie to go zamykam, czy jakoś inaczej?

Piotr: Nie, zupełnie inaczej, chociaż wiem, że na przykład abstrahuje, ci vlogerzy czy youtuberzy, tak chyba zrobili, przynajmniej tak coś czytałem, że oni się założyli, że jeżeli nie będą mieli w 2012 zakładając ten kanał, że jeżeli nie będą mieli tam w ciągu tygodnia 10 tysięcy obejrzeń, no to zamykają. A mieli pół miliona, no więc nie zamknęli. Natomiast nie, nie w tych kategoriach, tak, to nie. Ja raczej myślę o czymś takim, że oczywiście powinno się, żeby siebie samego mobilizować, tak, to znaczy, jeżeli chodzi o te pompki, które robię i staram się robić 110 dziennie, no to tutaj jest bardzo czysty i klarowny przykład.

Jerzy: Bo to od ciebie zależy.

Piotr: Ja sobie po prostu notuję za każdym razem, ile mi brakuje od tego, co powinienem mieć zrobione, tak, to znaczy nie notuję sobie, ile zrobiłem, tylko notuję sobie, ile mi zabrakło dziennie do tych 110 i sobie, no właśnie mówiłem, że wiem dzięki temu, ile mam zrobione, a ile nie. Notuję sobie, ile mi zabrakło, żeby móc sobie w każdej chwili wyliczyć, jeżeli będę miał tylko taką potrzebę, ile mi brakuje i poniżej tej ścieżki zamierzonej, ile jest tam każdego dnia. I wiem, że w kwietniu dosyć słabiej się zmobilizowałem i dużo mniej to robiłem i odpuszczałem i to był bardzo wyraźny związek, tak, jeżeli miałem gdzieś tę liczbę zapisaną, ale ona nie była jakoś przed oczami, nie miałem jej na kartce cały czas, to tu dużo łatwiej było się zaniedbać. W momencie jak mam na ścianie kartki, gdzie sobie to notuję, bo mam, no to jakby to jest bardzo mobilizujące, zwłaszcza, jeżeli ten system jest robiony tak, że notuję sobie nie ile zrobiłem, tylko ile zabrakło, bo zwróć uwagę, że wtedy, jeżeli docisnę do tych 110, to już nie muszę nic pisać. Ja wiele razy doszedłem do tych pełnych 110, a nie utknąłem przy, nie wiem 90, tylko dlatego, żeby nie musieć brać długopisu i nie musieć sobie notować, więc to zorganizowanie i systematyczność, tak, tak właśnie działa i mobilizacja. I często właśnie w taki zupełnie głupi sposób, że coś w psychice takiego jest, że dlatego dociągnąłem cel dzienny do końca, żeby nie musieć notować, że go nie zrobiłem. Więc tak, z jednej strony bardzo to jest potrzebne, z drugiej strony oczywiście nie należy przesadzać i się tym zamulać. To znaczy, jeżeli ja mówiąc w skrócie, jeżeli ja zamiast robić pompki będę sobie robił wyliczenia, ile ich zrobiłem albo i nie zrobiłem, no to to jest trochę bez sensu. Więc tam, gdzie się da, no niestety, niestety w tym znaczeniu, że fajnie byłoby, gdyby można było robić rzeczy tak po prostu, gdyby one tak naturalnie płynęły z naszej duszy, natomiast potrzebne jest troszeczkę wędzidło i dociśnięcie. I moje doświadczenie jest takie, że najlepsze rezultaty niestety są tam, gdzie się mocno pilnujemy, ciśniemy i kontrolujemy. No, ale to jest z jednej strony. Z drugiej strony przy tych sprawach książkowych, no to zupełnie tak nie działa, tak, to znaczy ja sobie mogę, ja ci mogę wyliczyć teraz z głowy w zasadzie swoje książki, od kiedy do kiedy dokładnie, z dziennymi datami w zasadzie, od kiedy do kiedy je pisałem i jak to wszystko wyglądało. Na przykład książkę „21 polskich grzechów głównych” pisałem od października czy tam listopada 2015, do końca lipca 2016, samo pisanie. Więc pamiętam te informacje, ponieważ mam taki umysł w miarę arytmetyczny, natomiast tutaj trudno mówić o kwantyfikacji, edytowaniu czy mierzeniu, tak, no bo, co ja sobie mogę zamierzyć, że co, że ma mieć 10 recenzji moja książka, czy że ma ją kupić 10 tysięcy osób? To są rzeczy, które są już jakby na tyle niezależne, że mogę się starać cisnąć, ale jaki będzie z tego efekt, no to już… Robić swoje i mieć nadzieje na najlepsze.

Jerzy: To znowu są różne teorie. No są teorie, które mówią, że jeżeli sobie nie postawisz takiego celu, nawet jeżeli to nie jest… Może inaczej, może nie celu, tylko nie zaczniesz, jak gdyby sprawdzać w ten sposób, no to do tego nigdy nie dojedziesz.

Piotr: Znaczy, ja absolutnie gdybym sobie nie postawił tego celu robić 110 pompek dziennie, no to bym ich nigdy nie zrobił i to jest absolutnie w stu procentach pewne, w tym typie przedsięwzięcia. No, ale właśnie w typie takim branży twórczej bardziej…

Jerzy: No to w branży twórczej jak warto mierzyć ten cel?

Piotr: To jest właśnie dobre pytanie. [śmiech] Nie, to nie jest dobre pytanie, to jest po prostu bardzo trudne, tak, te cele nie są w taki łatwy sposób mierzalne. Sukces w branży właśnie twórczej, czy spełnienie w branży twórczej, no jest dużo bardziej ulotne i dużo mniej przewidywalne. Tutaj w pewnym sensie sukcesem jest to, czy jakby mierzeniem tego, co jest, to czy mi się udało napisać czy nagrać to, co chciałem w taki sposób jak chciałem. A ten sukces zewnętrzny, tak jak mówię, trzeba zrobić swoje najlepiej jak się umie, no i później liczyć na najlepsze. No, jeżeli ja sobie założę, że książkę ma kupić 10 tysięcy osób, no to jakby to nie jest sensowny weryfikowalny cel. No może się zdarzyć, że kupią, może się zdarzyć, że nie kupią. Jeżeli nie kupi 10 tysięcy osób, no to, co wtedy ja mam zrobić? No książki już nie zmienię, która już była wydrukowana i tak dalej, to nie w ten sposób trochę tutaj działa. Więc reasumując, no niektóre cele są edytowalne i mierzalne łatwo i należy je mocno robić, a niektóre są edytowalne i mierzalne trudniej. Natomiast, jeśli chodzi o te sprawy twórcze, żeby z jeszcze innej strony to ująć, to nie wiem jak ty, ale ja nie tyle cel edytuję i mierzę, bo on jest trudny do zedytowania i zmierzenia, ale ten wysiłek twórczy już dużo bardziej. To znaczy, tak jak ci powiedziałem, ja dokładnie pamiętam, od kiedy, do kiedy pisałem, którą książkę i to nie jest przypadek, bo po prostu staram się, żeby ten wysiłek pisarsko myślowo twórczy był, no był właśnie uporządkowany, edytowalny i tak dalej.

Jerzy: I regularny, tak?

Piotr: Tak.

Jerzy: Ok. A wspomniałeś o sukcesie, to powiedz mi, jaka jest twoja definicja sukcesu?

Piotr: Moja definicja sukcesu, no to jest ta cały czas, która jest przede mną. Sukces jest wtedy, kiedy zrobię to, czego jeszcze nie zrobiłem. Ten horyzont cały czas ucieka, co oczywiście jest fundamentalnie niestoickie, natomiast myślę, że sukcesem to jest robienie tego, co się lubi i tak jak powiedziałem wcześniej, spójne zorganizowanie życia wokół tego. To znaczy, jeżeli robię to, co w miarę lubię, w miarę to mi przynosi jakiś sensowny dochód i moje życie jest w miarę przyjemne w tym takim sensie codziennym, tak, czyli jeżeli mam, żyję z ludźmi, z którymi mi się dobrze żyje i w moim życiu nie ma jakiegoś fundamentalnego cierpienia ponadto, co życie ludzkie, jako takie musi przynieść, no to to już jest w pewnym sensie sukces. To znaczy, oczywiście fajnie jest, jak książkę kupi 10 tysięcy osób albo i sto tysięcy – zapraszam do księgarń – natomiast to jest, ja staram tutaj się oddać takiej… przekazać taką wizję, nie wiem, czy to mi się do końca uda, że to są właśnie te rzeczy po stoicku niezależne. To znaczy, zorganizowanie tego, to takie bliższe odbicie tego jak ja żyję i co staram się robić, no na to mam większy wpływ niż na to, co pomyślą czytelnicy i na to co, jak ta książka się sprzeda. I jakby optymizm mój polega na tym, że ja w jakiejś mierze wierzę, że książka napisana po mojemu i wymyślona po mojemu, no znajdzie oddźwięk u czytelników, co jak na razie się sprawdza, no i co też jest jakimś tam pewnie sukcesem.

Jerzy: A nie boisz się trochę tego, że to jednak jest takie właśnie wystawianie siebie na weryfikacje zewnętrzną, co może być trochę bolesne?

Piotr: Oj, ale to chyba się nie zrozumieliśmy, to znaczy ja coś mętnie musiałem powiedzieć, bo ja właśnie mam wrażenie, że ja się w miarę mało, czy jakby w tym, co powiedziałem przed chwilą, chciałem przekazać to, że uważam, że właśnie mniej się powinniśmy wystawiać na weryfikację zewnętrzną niż się nam wydaje. To znaczy stu czytelników miesięcznie bloga w pierwszym miesiącu, czy tam jakakolwiek inne ilość, postanie tego typu celu, to jest zupełnie nie moja bajka. Jakby ja zupełnie w ten sposób nie funkcjonuję. To by było właśnie wystawienie się na ten taki strzał publiczny zupełnie już tak ostentacyjnie. No ja czegoś takiego nie robię, jakby jestem dużo bardziej taki własny, dużo bardziej staram się iść swoją drogą, oczywiście mając nadzieje, że to się sprawdzi, że to się sprzeda, że ludziom to się spodoba i że ludziom to się przyda. Na razie to się jakoś w miarę, coraz lepiej to się udaje, natomiast jakby pierwszą i podstawową kategorią stała się droga własna, a nie permanentna weryfikacja z tym, co myślą inni.

Jerzy: To właściwie jeszcze mam jedno pytanie, bo nawiązałeś do tego mierzenia celów i sukcesu, i powiedziałeś mi, że jesteś ciekaw, bo ci się wydaje, że ja mierzę. A dlaczego takie odnosisz wrażenie?

Piotr: Oj, ale to nie było nic złego. To chodziło mi o coś takiego, że mam wrażenie, że jesteś takim człowiekiem aplikacyjnym, który ma wszystko ładnie zorganizowane i ogarnięte. Powiedziałeś, że włącza ci się, to było znamienne, że smsy ci zaczynają działać dopiero o siódmej rano, nie dlatego, że wcześniej ich nie sprawdzasz, tylko dlatego, że masz tak ustawione w telefonie, sposób umawiania się bardzo profesjonalnie ogarnięty na tę audycję, poprzez odpowiednią aplikację też był bardzo fajnie zrobiony. Więc jakby pod tym względem jestem pod dużym wrażeniem i miałem wrażenie… i jakby stąd moja impresja, że właśnie tego typu rzeczy ładnie u ciebie grają.

Jerzy: To znaczy, to jest prawda, że…

Piotr: To było jak najbardziej pozytywne.

Jerzy: Że mnie aplikacje bardzo interesują i lubię sobie jakoś tam pomagać w organizowaniu życia za pomocą właśnie takich aplikacji. Dolać? Nie. Lubię sobie organizować życie, jakoś pomagać w organizowaniu życia przy pomocy aplikacji, natomiast jeśli chodzi o to mierzenie celów, to właśnie z tym mam dosyć duży problem, bo tak się wewnętrznie walczę sam ze sobą, w sensie takim, że z jednej strony dosyć dużo tego, co robię to są jakieś takie rzeczy właśnie twórcze też, tak jak ta muzyka, czy nie wiem, vloga, którego prowadzę, czy podcasty, które robię, no to są wszystko rzeczy twórcze w pewien sposób, no i właśnie z jednej strony wiem, że w tym środowisku twórczym popularne jest właśnie stawianie sobie jakichś takich bramek na zasadzie, no to zobaczymy, czy za pół roku coś się stanie w sensie miernika, tak, czy będzie właśnie, nie wiem, stu miesięcznie tych gości na blogu, czy będzie, nie wiem, sto tysięcy odsłon video, czy będzie coś tam, a z drugiej strony ja od dawna lepiej się czuję z tym, jeżeli po prostu tworzę swoje i nie zastanawiam się, ile osób później to będzie lubiło.

Piotr: Co jest jakimś ideałem oczywiście. Wiesz, jeśli chodzi o te aplikacje, to to jest tak, że ja też korzystam oczywiście z różnych aplikacji. Akurat na spotkania się poprzez aplikacje nie umawiam, natomiast no to tak działa, że jakby uwalniając…, że ogarnianie czy ułatwianie sobie życia aplikacjami, tej logistyczno-organizacyjnej strony tego życia, sprawia, że więcej zostaje energii i generalnie przestrzeni myślowej na zajmowanie się rzeczami bardziej twórczymi i to dokładnie o to chodzi. Aplikacja nie jest wartością sama w sobie i chodzi o to, żeby ona pomagała. To jest jeden wymiar, tak, więc jakby nikt rozsądny nie będzie kłócił się z tym, że jeżeli wygodnie jest umówić się przez aplikację na spotkanie, no to jest wygodnie. Natomiast pytanie jest wtedy, czy aplikacja pomoże coś w tych celach twórczych. No właśnie widzę, że się uśmiechasz i tu już jest dużo bardziej różnie i oczywiście to, no ludzie robią różne rzeczy. Są te aplikacje, które odznaczają, ile godzin spędziłem na pracy nad danym projektem danego dnia i oczywiście to należy, jeżeli komuś to pomaga to trzeba stosować, natomiast w ostatecznym rachunku no to zależy, no po stoicku, tak, to jest ta część właśnie optymistyczna, że to zależy od nas, tak, a rzeczy, które dookoła wykorzystuję, no to to są środki, narzędzia do tego celu. Jeszcze powiedziałeś o tym, że ludzie sobie stawiają te bramki, że zobaczymy czy za pół roku będzie stu czytelników bloga. No to ja robię to oczywiście, tak, tylko chyba jakby krok wcześniej, bo ja sobie stawiam te cele, że ja napiszę taką a taką książkę do takiego a takiego dnia. To robię non stop, mam karteczki, plany, na których to jest rozpisane, co w takim a takim roku ma być zrobione. Oczywiście one są często przekraczane, jak to w życiu, ale u mnie to bardzo jest tak sformalizowane i uporządkowane na tym etapie właśnie, że skończę książkę pisać do dnia takiego a takiego. Natomiast, co się wydarzy później, no to już wtedy staram się wspierać ten projekt dalej, staram się to cisnąć, natomiast tam ciężko stawiać sobie tego typu wymagania, bo po prostu to już nie zależy ode mnie.

Jerzy: No dobrze, to chyba skończymy na tym.

Piotr: Bardzo dziękuję za zaproszenie i za bardzo miłą rozmowę.

Jerzy: Dziękuję bardzo. I powiedz, gdzie cię w Internecie można znaleźć?

Piotr: W Internecie można mnie znaleźć w kilku miejscach – „Sztuka życia według stoików” na Facebooku oraz blog o nazwie „Myślnik Stankiewicza”, który ma też swoją oczywiście facebookową odsłonę. To są dwa miejsca, na które bardzo zapraszam. Jeżeli kogoś interesuje bardziej stoicyzm, to na „Sztukę życia według stoików”, jeżeli niezwiązane ze stoicyzmem, to na „Myślnik Stankiewicza”.

Jerzy: Na „Myślniku Stankiewicza” jeden z fajniejszych wpisów moim zdaniem, który się tam ostatnio pojawił to jest ten o wychowywaniu dzieci. Strasznie fajny wpis.

Piotr: Dziękuję bardzo, ważne dla mnie słowo i feedback, bardzo fajnie, że ci się podobało, natomiast tak, tam jest i o wychowywaniu dzieci i recenzje filmów i generalnie od sasa do lasa. Tam była idea takiego forsownego panteizmu, żeby czerpać z absolutnie wszystkiego; stoicyzm na „Sztuce życia według stoików”.

Jerzy: Dziękuję ci bardzo i wszystkiego dobrego.

Piotr: Dziękuję również, wzajemnie.

Dziękuję za wysłuchanie tego odcinka podcastu „Bez edycji”. Jeżeli ci się podobało, pozostaw oceny i recenzje na iTunes. Możesz też podzielić się ze swoimi znajomymi informacją o tym podcaście w mediach społecznościowych, co sprawi, że więcej osób dowie się o istnieniu tego podcastu. Resztę odcinków „Bez edycji” znajdziesz w swojej ulubionej aplikacji do słuchania podcastów i na stronie www.bezedycji.pl. Wszystkiego dobrego.